Login

Spotkanie z panem Franciszkiem Slusarzem, bohaterem bitwy o Monte Cassino

„Przechodniu, powiedz Polsce, żeśmy polegli wierni w jej służbie”,
znamienne i jakże wymowne słowa na cmentarzu na Monte Cassino

received 388241121813263We wtorek, tj. 4 czerwca 2019 r. nasza szkoła miała wielki zaszczyt i honor gościć niezwykłego świadka historii – Pana Franciszka Slusarza, weterana II wojny światowej, żołnierza 2. Korpusu Polskiego gen. Władysława Andersa, bohatera spod Monte Cassino, prezesa Stowarzyszenia Polskich Kombatantów w Argentynie. Panu Franciszkowi towarzyszyły dwie panie: Teresa Socha, która opiekuje się Nim w Argentynie i hm. Grażyna Zielińska.
Honorowy Gość został powitany bardzo uroczyście przez panią dyrektor Teresę Pawlukowską, nauczycieli i młodzież szkolną. Uczniowie i harcerze ZHR odśpiewali wszystkie zwrotki „ Mazurka Dąbrowskiego” i „ Czerwone maki na Monte Cassino”. Te Pieśni zabrzmiały wyjątkowo w tej sytuacji, wycisnęły łzy. Pan Franciszek przedstawił w skróconej wersji swoja historię od Jodkiszek na Białorusi do Monte Cassino i Argentyny. Mimo podeszłego wieku (95 lat) zachował niezwykłą bystrość umysłu, niesamowitą pamięć, piękną polszczyznę i pogodę ducha. Wyglądał bardzo elegancko, z honorowymi odznaczeniami na marynarce. Poruszał się niezwykle sprawnie. Nie sposób spamiętać wszystkich faktów z tak bogatej biografii, więc skorzystaliśmy także z informacji ze strony internetowej. Pan Franciszek Slusarz urodził się w roku 1924 w Jodkiszkach (obecna Białoruś), osadzie wojskowej położonej w województwie nowogródzkim,

GALERIA

w powiecie lidzkim, około 5 km na południe od Bieniakoni, gdzie do tej pory można obejrzeć grób słynnej Maryli Wereszczakówny, muzy Adama Mickiewicza, późniejszej żony hrabiego Wawrzyńca Puttkamera. Uczęszczał do gimnazjum w Lidzie. W lutym 1940 roku cała jego rodzina została wywieziona przez Rosjan do Kazachstanu, gdzie pracował w kopalniach złota aż do roku 1942, kiedy, po tak zwanej „amnestii”, zgłosił się do armii polskiej formowanej przez generała Władysława Andersa. Opowiedział o swoim zesłaniu w głąb ZSRR, o pracy i codziennej walce o przetrwanie w warunkach ciągłego głodu i zimna. Mimo tej strasznej sytuacji Pan Franciszek wyraża się nadzwyczaj sympatycznie o mieszkańcach tego kraju i to zarówno o Kazachach, jak i Rosjanach i Żydach, a także Uzbekach i Kirgizach. Droga do Margilanu w Uzbekistanie, gdzie wstąpił do 2 Korpusu, okazała się bardzo skomplikowana. Przemierzył ziemie Uzbekistanu i Turkmenii. Zachwyciła go Kotlina Fergańska w Uzbekistanie, którą uważa za najpiękniejszy zakątek na poznanym przez siebie obszarze ZSRR. Wreszcie z żołnierzami 2 Korpusu dotarł do Krasnowodzka, turkmeńskiego portu nad Morzem Kaspijskim, skąd statkiem dopłynął do perskiego miasta Pahlavi (obecnie Bandar-e Anzali). Dalsza droga 2 Korpusu wiodła przez Irak (zwiedził Bagdad), Palestynę, Liban i Egipt. W tych ostatnich trzech krajach, zauroczony egzotycznym światem bohater wspomnień, obejrzał w Jerozolimie Golgotę i Drogę Krzyżową, zwiedził fascynujący Bejrut i niemniej interesujący Kair. Prawdziwe działania wojenne przy obsłudze dział artyleryjskich miały miejsce dopiero we Włoszech, w Abruzzach, pod Monte Cassino, w okolicach Pescary i Ankony. Zadziwiające jest to, że w tych wojennych warunkach znalazł czas na obejrzenie we Włoszech Neapolu, Loreto, Rzymu, Bolonii, a nawet San Marino. W roku 1946 żołnierze 2 Korpusu wrócili do Anglii, a trzy lata później pan Franciszek wyemigrował do Argentyny, gdzie ukończył Technikum Elektryczne. To pozwoliło mu na wykonywanie w Argentynie, a także w Urugwaju i Paragwaju, pracy przy budowie elektrowni, zakładaniu sieci trakcyjnych i realizację tym podobnych prac. Najdłużej pracował w mieście Tucumán i okolicy. Korzystając z wielu kontaktów, jakie nawiązał z żołnierzami 2 Korpusu, wyjeżdżał wielokrotnie na ich zaproszenie do Anglii, Szkocji, Stanów Zjednoczonych, Kanady, Australii, Norwegii, Danii, Francji. Krótko mówiąc, pędził żywot autentycznego globtrotera. Jeździł też kilkakrotnie do sąsiedniego Chile. Od momentu uzyskania przez Polskę niepodległości zaczął odwiedzać rodzinny kraj coraz częściej, praktycznie co dwa lata. Ubóstwia wysokie temperatury, więc polskie upalne lato bardzo mu odpowiada. Nie znosi natomiast wilgotnej, dżdżystej zimy argentyńskiej, podczas której trzeba siedzieć w domu w grubym swetrze (większość mieszkań w Buenos Aires nie ma odpowiedniego ogrzewania na tę porę roku, przypadającą właśnie w okresie polskiego lata). Pan Franciszek od wielu lat pełni w Buenos Aires funkcję prezesa Stowarzyszenia Polskich Kombatantów i był wielokrotnie zapraszany do Polski i na cmentarz pod Monte Cassino jako weteran tej słynnej bitwy. Zapraszali go też (i nadal to czynią) kombatanci brytyjscy i francuscy”. Na zakończenie spotkania uczniowie odśpiewali pieśń patriotyczną pt. „ Jest taki kraj”, której słowa zapadły głęboko w nasze serca. Podniosłej atmosferze spotkania towarzyszyła biało- czerwona flaga i wykonane przez uczniów czerwone maki. Przewodnicząca Samorządu Uczniowskiego Ola i jej zastępca Bartek złożyli podziękowanie Panu Franciszkowi, wręczając biało-czerwony bukiet i słodki upominek. Było to niezwykłe spotkanie, zważywszy na wiek ostatnich świadków tamtych wydarzeń. Czuliśmy się zaszczyceni i wyróżnieni, że było nam dane spotkać takiego Człowieka. Dla naszych uczniów to także wyjątkowa lekcja żywej historii i przykład skromnego bohatera, a przecież tak wielkiego.


Chwała Bohaterom!